Viktor Radonjić – Brutalna zwyczajność

Brutalna zwyczajność

W zbytku
Żądanie
Jak zdobycz
Pogarda
Czasu
I reszty ścierw
W zanadrzu
Brutalnej zwyczajności
Odwaga
Pochwała podłości
Ostrze kompromisu
Może pozostanie
Pochwała
Karłowatego stylu
Raz cię wyciągnął
Papierowy portfel
I karnawał ciszy
W dzielnicy
Zeszłego wieku
Trudno powiedzieć
To
Jak kocham cię
Gdy jesz prażoną kukurydzę
I śmiejesz się
Z serca
Kościelnego dzwonu

devojka

 

Uduchowianie próżności

Stać
Pospiesznie
Na rękach
Rękawiczki
Z porcelany
Bulwarem gąbek
Wyciszona eksplozja
Pośpiech
Wykradziona
Chwila cudzołóstwa
Ironia
Która naprawdę rozgrywa się
Z
Dosięgnąć
Jedno słowo
Dwa wersy
Słuch
Nasłuch
Do roztopienia
Skakanie po powierzchni
Czynienie jęku
W małej prawdzie
Wyrastanie
Wkład
W ranienie
Duchów
Uduchowianie próżności
Błogość
Przy ołtarzu prawdziwego aktorstwa
Replika
Napisy końcowe
Przedmioty są zakochane

 

 
Zagadka

Melodia porcelany
Herbata po rosyjsku
Marzenia sąsiadów
Podziękowania mistyków
Drzewo życia
Przyzwyczajanie
Do faz księżyca
Ambicja dekoracji
Bazarowe rozliczenia
W południe
Pracował wyznaczony
O północy
Smak
Prognozy pogody
Wariacje
Zapachów kobiet
Owad który nie lubi żarówek
Zagadka
Namalowana w zlewie

 

 

Na zakończenie

Orkiestra grała temat
Chciałaś go rozpoznać
Dla mnie ważniejsze były twoje ręce
W nich go widziałem
i pomyślałem jak jest właściwy
gdy się tak broni milczeniem
Atrament ledwie widocznego uśmiechu
śledził linię życia
spijając wilgotny ślad
Ukazałaś na policzku usiłowanie
ostatecznego rozstania
Kołnierzyk z traconego czasu
Pytania
Jak się czuję
Co robię
Czy mam jakiś sposób na ten brak pieniędzy
A więc
wszystko to
co nakierowało sflaczałe struny na hit
Ja bawiłem się ostrym uzasadnieniem
jednego z członków jury
Jedyną pokusą by rozdzielić nici
Uważasz że to nieudolność

 

Viktor Radonjić ur. 1973 r. w Belgradzie, publikował poezję we wszystkich ważniejszych serbskich czasopismach oraz na portalach internetowych (m. in. „Signal“, „Gradina“, „Polja“, „Književni magazin“, „Beogradskom književni časopis“, „ARS“, „Poezija“; „Balkanski književni glasnik“, „Projekat Rastko“, „Agon“, „Proletter“.)
Opublikował zbiory poezji: Nadir (2002), Mrok i srebro (2004), Ekologia frazy (2005), Przeżuwanie amalgamatu (2011) i powieść Okno w ścianę (2010).
Mieszka w Belgradzie.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Bojan Veka Vekić – Antyreklama poety

Antyreklama poety

otchłań obnażonej prawdy otwiera mi oczy
cisza jest miarą poczucia własnej godności gdy
ludzie coraz częściej chodzą na seanse grupowe do psychiatry tylko po to
żeby pokazać się w dobrym towarzystwie
wyraźnie nie nadąża za moim krokiem którym mój cień obojętny
bliscy ludzie umierają bez prawa do błędu
płatne kochanki poetów którzy odejmowali sobie od ust żeby stracić niewinność
śmieją się z billboardów z których zbudowaliśmy własne mury w sercach
skazanych na celibat gdyż poeci akumulują świat na wiele sposobów
najczęściej podchodzą do niego z uzasadnioną dozą
użalania się nad sobą z którego zbudują sobie karierę
słońce na plecach objaśnia bożą wolę memu przyszłemu szkieletowi
zgiętemu od uśmiechu po łzy
poczyna sobie triumfalnie w ciszy trumny na samą myśl że jest
zwykłym wytworem apartheidu w chwili gdy nasze usta kotłowały się
w solidnej truciźnie leczniczych kłamstw w głosie rozsądku oskarżonego
o wypływanie na powierzchnię lasu popiołu współcierpiących na cześć zbawienia
tutaj natura wymyśliła boga o wielkim poczuciu humoru
ponieważ prawda jest namacalna dopiero oglądana z dystansu czasowego
jest ona azylem nieba nie dość wielkiego by zatrzeć ślad
albo przyszłość przecięta naszym dojrzewaniem gdy poezja jak niebo
zostanie rozdrapana
noc zakrada się do swej zdobyczy w morowym pomniku duszy przy tej okazji
mej ekscytacji
nie znajduję poza wierszem czasu zabranego na wyrównywanie rachunków
z pustką we mnie
jestem świadkiem przyszłości której nie wypróbuję na własnej skórze
(to takie nieszczęście żyć w przyszłości że aż mi wstyd się do tego przyznać)
jestem wykiełkowanym ziarnem szczęścia nad ofiarnym katafalkiem
a oko szczęście skierowane jest do środka jakkolwiek śmierć celuje w przeciwnym kierunku
jak sprawiedliwość co zadowala skazanego na śmierć
(pomyślałem jak było ciężko mojej matce pogodzić się
z faktem że najprawdopodobniej urodziła poetę
co można było podejrzewać od razu gdyż na wszystkie możliwe sposoby
opóźniałem swoje narodziny)

 
Jak zwykle witam wschód słońca

(moja matka nie jest winna że urodziła poetę
tak się zaczyna każda moja rozmowa z bogiem)

teatralna atmosfera z perspektywy biblijnej i przyszłość
jak kamień na szyi walczą kto pierwszy wprowadzi w czyn dokonany
moją szczerość
noc jest samolubna na niemrawym wietrze z którym wiążą się pierwsze oznaki
starzenia albo reakcji meteopaty na młodość, której wszystko przeszkadza
kochankowie których cienie wyganiam ze ścian teraz już wytykają na mnie palcem
ani na chwilę nie odwodzą mnie od samobójstwa, z którego najwięcej
korzyści wyciągnąłbym sam
i wiatr się stopił z ich troską o poetów co sami sobie wystarczą na wiersz miłosny
dalej na ścianach widzę sępy na miarę moich kości i niebo oblane
potem między popiersiami łzami przez które raz
płakałem do śmierci

 

Pikanterie śmierci poety

dziko wyrosłe światło księżyca na brzegu mojej przyszłej urny
zamyka się w sobie przed nieistnieniem boga, co miał być aksjomatem
na barykadach ojcowskiej troski o swoje stado na skraju przepaści
godni i biografie powietrza dla zatopionych na dnie
nadzieje skłonne złudzeniom i moralności konkubiny skazane na celibat
tutaj łzy doprowadzone są do znaczenia
trzymając w odpowiedniej odległości strach przed latami
co odchodzą jak resztki kultury rurami kanalizacyjnymi
lewituję wokół podniecenia własnej zbędności
ta świadomość rzuca mnie w kilka mniejszych i większych
kaskad i wodospadów mroku co wpędza w depresję latarnię uliczne
powiedzmy że chciałem w mroku ujrzeć jasno kontury tej ciszy
na rozstaju dróg między dzieciństwem a objawami mentalnymi

żebranie czasu w groteskowej rzeczywistości
dwojga zakochanych w sobie tragików
nad logiką nieba na czele kolumny szoku kulturalnego
któremu na początku emocje strzelają w potylicę
wszystko wskazuje że to dla mnie jedyne bezpieczne miejsce
pod sklepieniem niebieskim
chwila inspirowanej daremności hamuje ucieleśnienie
bożego zamysłu co do mego rozumu
noc wystawia na widok katów śmierci którą postrzegam
jako wyrok uwalniający
patrzę na ożywioną przyrodę pokuszenia co tylko
leczy dysmorfofobię
szukając pocieszenia w podwójnej rzeczywistości świadczę
jak pomnik o surowości dzieła bożego
co nagle przyjmuje kształt swoistej kpiny z męki nieszczęśnika

tej nocy moja tachykardia pastelowej barwy skóry ducha
w której wygląda się nader atrakcyjnie
oraz rentgen śmierci w oczach zobojętnia przyłapanego na gorącym uczynku
na przekór depresji noworodków i doświadczenia tych snów
w posocznicy nieba od myśli szalonych od samookaleczania
(gdy w twoim niebie śpi cała wierchuszka Serbskiego Kościoła Prawosławnego
i wszystkie możliwe odłamy duchowne naszej jednobrzmiącej serii
poetów co nie wyrzekną się ani Karadżicia ani Mladicia
co będą szkalować moją poezję za deprawowanie młodzieży i
fałszowanie historii)

dlaczego rzuciłem się na własny cień żeby uratować to co jeszcze
można uratować z moich rąk

należałoby pozwolić nieboszczykom spokojnie umrzeć

 

Ogłoszenie miłosne

miłości moja
mam dwadzieścia siedem lat i wciąż jeszcze sypiam
z kotami choć właściwie tylko one ja zaś jak każdy
z naszych największych martwych poetów przez całe dnie kryję się
przed samym sobą wśród narzekań na niesprawiedliwość której
jak amerykańskiej polityki nie widać końca
klnąc się na swą pustą kieszeń i jego najlepsze zamiary
czekam żeby powiedzieć coś wzniosłego wobec czasów
z zimną krwią po dzisiejszym łomocie zebranym od dzieci sąsiadów
by popisać się przed dziewczętami, co podążają za modą
(według opinii ich katechety) i dlatego nie noszą majtek
przyznaję że bardzo pragnę przeżyć sam koniec
świata razem ze swymi kotami żeby udowodnić dlaczego dlatego
myję zębów i nie opowiadam kawałów że nie jestem pedałem ani
obcym agentem kiedykolwiek pomyślę że nawet wszyscy Serbowie
nie są lepsi od mego jedynego w życiu przyjaciela
zwariowanego muzułmanina

 

 

in memoriam

wychodzę ze skóry na najbliższy cmentarz żeby starannie wypełnić
czas przeznaczony na randkę
(w tym cała moja dzisiejsza troska)
ledwie co nie na darmo się urodziłem zbieram w jednym miejscu
cmentarne łzy z których czynię schronienie przed słońcem
wyostrzonym wbrew woli boskiej
łzy mają sens i cel gdy mogą płynąć też w nadziei
jaką pamiętają tylko poeci
z grobów pełnych nadziei w pół zdania poeta
przeklina swój los wobec ściany milczenia po drugiej stronie
powiedzielibyśmy że to całkiem zrozumiałe jak na samobójcę
lecz zadziwia bóg który spogląda na to spokojnie z raka złośliwego przyszłości
napiętnowanej jego pychą
(pierwsze spotkanie upłynęło nam pod znakiem wzajemnej antypatii)

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Refik Ličina – Opowieść o świetlikach

This gallery contains 2 photos.

1 Późnym wieczorem, gdy powietrze pociemniało i nabrało koloru dojrzałych jagód, w polu rozbłysnął pierwszy świetlik. Kto go zobaczył, ten się zaraz cieszył. – Gdzieś padł pierwszy snop – powiedział Mursel. – Zaczęły się żniwa w Misirze – stwierdził stary … Continue reading

More Galleries | Leave a comment

Darko Cvijetić – Pocztówki masowe z Bośni

Jubileusz Wolanda

 

Gdy winda w Czerwonym Mrówkowcu odcięła głowę sześcioletniej

Stojance K. był lipiec 1992. i trwała wojna.

city-portraits-darko-cvijetic-9834-600x300Prądu nie było od wielu dni.

Potem włączyli na cztery godziny

 

Dwie dziewczynki bawiły się na klatce na soliterdrugim piętrze.

Trzecia jeździła windą i usłyszawszy głosy

Zatrzymała windę na drugim.

Tam w ciężkich drzwiach rozbito szkło.

Stojanka K. nie otwierała drzwi.

Wychyliła głowę przez wybity otwór i wołała koleżanki.

 

Ktoś wezwał windę.

Stojanka K. była zbyt lekka by wykazać obciążenie.

Lampki na piętrach pogasły.

 

Dekapitowane ciało jeszcze drgało w kabinie

Gdy ten (ktoś) otworzył drzwi z zamiarem wejścia.

 

Za dwa dni minie 19 lat od tej chwili.

Wciąż nie starto krwi

Która i teraz tworzy ogromną czerwoną plamę.

Trudno ją rozróżnić we wszechogarniającym brudzie ścian między piętrami.

 

A on.

Który obmacuje zasuszone jaja i zgniata w nich

Upadłe anioły

Siedzi na dachu windy i trzyma w buteleczce olej.

Z uśmiechem wymachuje ogonem i spogląda na tamte dwie

Teraz młode kobiety

Jak dokańczają makijaż w windzie

Przed wyjściem na miasto.

soliter 2

Czerwony Mrówkowiec (oryg.: Crveni soliter) – 19-piętrowy budynek mieszkalny z czasów socrealizmu (1974.)  w centrum Prijedoru (Republika srpska, Bośnia), owiany złą sławą ze względu na dużą liczbę samobójstw dokonywanych poprzez skok z jego dachu. (przyp. tłum.)


 

September song

 

Czyjś dziadcvijetic 2

W kasku motocyklowym na głowie

Wyciąga ogryzek z kontenera na śmieci

 

Zwierzęta rzeźne

Noszą swoje nacięcia

Pod siekiery.

 

Sąsiada Adema zabili

W dziewięćdziesiątym drugim w mieszkaniu.

Wczoraj listonosz przyniósł

Do niego list.

 

Z wydziału geodezyjnego.

W sprawie pomiarów gruntu.

Pod daczę.

 

Ster

Wykonany z

Głowy Pinokia

 Tnie falę potylicą.

14

O moim skremowanym wujku

 

Sól zadaje rany wiatrom

Ciemniejąc.

Przy opisie celowania

skąpi się na papierze.

I gładkich powierzchniach.

 

cvijetic 3Za przymkniętymi drzwiami

Znika wołanie na werandę…

 

I wypite mleko

Znowu zamierza wykipieć.

 

Sarny ze skraju lasu

Naprawdę odchodzą

W gobelin twojej matki.

 

U wielu ptaków jest taka przestrzeń.

Ta szorstkość:cvijetic

Dziewczynki grają w klasy

Granaty na oku.

 

Obraca się ziemia

I głowy

Umarłych pozostają

Po słonecznej stronie. 

 

Oracja podtrzymuje słowa 

Nierymowane.

 

 

Darko Cvijetić

Darko Cvijetić (ur. 1968) – aktor i reżyser w Teatrze w Prijedorze (Republika srpska), poeta, autor tomików: Noćni Gorbačov (Nocny Gorbaczow, 1990) , Himenica (Beograd 1996), Masowne razglednice iz Bosne (Pocztówki masowe z Bośni, 2009), zbioru opowiadań: Manifest Mlade Bosne (Manifest Młodej Bośni, 2000) oraz zbioru tekstów krytycznych: Passport for Sforland (2004.)

MASOVNE RAZGLEDNICE IZ BOSNE, 2012. Besjeda, Banja Luka; KONOPCI S OTISKOM VRATA, 2013. Centar za kritičku misao, Mostar; Knjigu kratkih priča – MANIFEST MLADE BOSNE, 2000. – See more at: http://darkocvijetic.blogspot.com/p/darko-cvijetic-11.html#sthash.AVSO5sku.dpuf
MASOVNE RAZGLEDNICE IZ BOSNE, 2012. Besjeda, Banja Luka; KONOPCI S OTISKOM VRATA, 2013. Centar za kritičku misao, Mostar; Knjigu kratkih priča – MANIFEST MLADE BOSNE, 2000. – See more at: http://darkocvijetic.blogspot.com/p/darko-cvijetic-11.html#sthash.AVSO5sku.dpuf
Posted in Uncategorized | 2 Comments

Enes Halilović “Liście na wodzie”

This gallery contains 5 photos.

ŚLADY                           Šejli Šehabović   Istnieje czas, w którym wiele świątyń budują Ci, którzy do świątyń nie wstępowali.   W tym czasie wiele świątyń zburzyli Ci, co codziennie do świątyń wstępowali.   I pisarze sławili wtedy dowódców I składali … Continue reading

More Galleries | Leave a comment

Tatjana Jambrišak – Duch Nowego Świata

Una

(fragmenty)

 

 

 

preyKiedy Renata przyprowadziła Inge, mała od razu pobiegła do komputera i zmusiła Wanię żeby jej ustawił grę i bawił się z nią. Przynajmniej to nie sprawiało mu problemu. Gdy się tak zabawiali, Una wykradła się i pojechała z Renatą do domu. Wania zatroszczy się o małą, dobrze się dogadywali, jutro wszystko mu wytłumaczy.

„Jutro może nawet zostanę na noc.”

– Una, wiesz coś o tych zamieszkach w mieście? Kumpela mówiła, że wszędzie jest pełno glin w cywilu. Schodzą nawet i na dół. Mówi się, że zabójca Bauera wyparował z miasta.

– Nie mam pojęcia, Renia. Wymieniali jakieś nazwiska?

– Jeszcze nie. Ale coraz więcej ludzi opuszcza miasto. I to nie tylko mężczyźni. Słyszałam, że wioski wokół Zagrzebia znowu zamykają drzwi przed uchodźcami. Są samowystarczalni i nie chcą nikogo więcej. Sami wytwarzają sobie żarcie, a nic innego im nie potrzeba. Wracają do średniowiecza. Jeden lekarza, kilku mężczyzn i mnóstwo brzuchów do rodzenia.

– Tobie, zdaje się, nie podoba się życie w zgodzie z naturą… – Renata urodziła się na asfalcie, mieszka i pracuje na asfalcie; wszystko co rośnie i rozwija się nie jest dla niej.

– Tak mi jest lepiej. Masz jakieś piguły do dilowania?

– Jutro, Reniu. Przyjedź po mnie wieczorem, OK.?

***

 

– Dzień dobry, Uno.

– Hej maleńka. Jak ci się spało? Kiedy w ogóle się położyliście? Mam nadzieję że Wania nie męczył cię za bardzo – Una przewróciła naleśniki na drugą stronę i napełniała je ciepłym kremem czekoladowym. Rozkładała na talerze stojące wokół, pilnując żeby każdy dostał po równo.

– Powiedziałbym raczej, że było odwrotnie. Jest niezmordowana. Co jest do jedzenia?

– Zaraz będzie, chwileczkę. Podasz mi nowy olej?

– A co by było, Uno, gdybyś jej opowiedziała całą historię?

Una opowiadała podczas gdy oni zapychali się naleśnikami. Wania oblizał palce i usiadł za terminal. Przeszukiwał Sieć w poszukiwaniu informacji o Rudolfie, handlarzu dziećmi.

– Transportował je samolotami na Madagaskar. Sprzedawał z katalogów amerykańskim i australijskim rodzinom, które nie mogły zaadoptować dzieci w normalny sposób – Wania odczytywał na głos informacje, nieustannie napływające na ekran.wire

– Co to były za dzieci? Skąd je zabierał? – Una sepleniła z pełnymi ustami.

– Artykuł mówi, że dzieci były przeważnie sierotami, które nie miały na świecie nikogo – przerzucał na dysk wszystkie relewantne informacje. – Nie ma informacji o ich pochodzeniu.

– Prawdopodobnie dla nich to było znacznie lepsze życie. Ale ceny, które Rudolf osiągał musiały być zawrotne, biorąc pod uwagę stan jego konta w zaledwie jednym banku, o którym wiemy.

– Jak wyglądał kontakt między braćmi?

– Jeśli wierzyć Annabelle, nijak.

Una ostrożnie podeszła do drzwi i dopiero wtedy usłyszała pukanie. Znajomy, umówiony rytm. Przekręciła skrzypiący zamek w drzwiach pancernych i uchyliła je lekko. Przybyła Jasmina z nowymi informacjami. Musieli wypuścić Annabelle z braku dowodów. Ruszyła na Jelenowac, ale po drodze zniknęła.

– Przypuszczam, że wyjechała. Obserwujemy lotniska i stacje, ale jak na razie nic – Jasmina opadła na fotel i odetchnęła. – Macie coś do jedzenia?

– Tylko z czekoladą. Może jednak chcesz jednego?

– Nie, nie, w takim razie dziękuję. Zaczekam do obiadu.

– Wiesz, zawsze jest taka możliwość, że uciekła jakimś nielegalnym kanałem. – Una pomyślała, że można by zadzwonić do Renaty, uruchomić jej kontakty w podziemiu, bo wiedziała, że Jasmina na pewno ich nie nadużyje.

– Policja nie ma nad tym żadnej kontroli. Zaczekamy jeszcze z tym podziemiem. Na razie nie mamy żadnych dowodów przeciwko Annabelle.

Gdy tak siedziały rozparte na rozklekotanej kanapie, Wania myszkował po komputerze, a Inge oglądała jakieś stare rysunki, nawiązała się rozmowa o międzynarodowej organizacji mścicieli, Roter Bahnhof, zajmującej się piętnowaniem zła na świecie. Nie wybiera przy tym zbyt uważnie celów i środków. Terroryści przekonani o swojej racji, dokładne przeciwieństwo pewnej dawnej organizacji o tej samej nazwie, odkryli kanały Rudolfa Bauera, śledzili tropy i wyeliminowali głównego beneficjenta.

– Podejrzewamy, że również Robert Bauer był w to wszystko zamieszany.

– Dowody? Poszlaki? – Una wstała i podeszła do słuchawki terminalu.

– Nie ma żadnych, oprócz twojej intuicji i wspólnego rachunku w banku.

Terminal dzwonił, połączenie przychodzące.

Dawor odezwał się z Danii, pozdrawiał, powiedział, że Ingeborg jest już przytomna, że niedługo będzie po wszystkim i że wróci za kilka dni. Inge posłała mu pocałunek do ekranu.

Una już odłożyła słuchawkę, kiedy Wania odwrócił się do niej zmieszany. Palcem pokazał na szeregi cyfr w rogu ekranu. Una nie rozumiała, co oznaczały te cyferki, ale zmieszany Wania jej wyjaśnił:

– Połączenie nie jest międzynarodowe. Dawor nie jest w Kopenhadze. Według numeru, z którego dzwoni, znajduje się w kraju.

Dawor nagle przerwał połączenie.

– Nigdy mi się za bardzo nie podobał – Wania z powątpiewaniem kręcił głową.

babylon„A może tylko jest o niego zazdrosny…?”

Mógł się też przecież pomylić co do tego połączenia. Dlaczego Dawor miałby kłamać? Zresztą, Wania nigdy się nie przyzna, że przeszkadzały mu wizyty Uny u Dawora. To by znaczyło, że mu na niej zależy. Tak daleko jeszcze nie zaszli.

Una ze zmarszczonym czołem spoglądała na Wanię, nie ukrywała, że nie bardzo spodobała jej się jego uwaga. Jasmina na zmianę spoglądała to na Unę, to na Wanię, a w końcu wstała z westchnieniem i obie kobiety odeszły zrealizować ostatnie zalecenia w sprawie opieki nad Ingą. Służbowe auto zawiezie ich szybko do mieszkania Dawora. Inga potrzebowała jeszcze paru rzeczy.

Zdaje się, że zostanie u Wani na dłużej.

gtyt

hyyttt

tatanaTatjana Jambrišak (ur. w Zagrzebiu), absolwentka filologii angielskiej i niemieckiej, redaktorka w wydawnictwie “Mentor”, aktywna członkini stowarzyszenia twórców science-fiction SFera, Stowarzyszenia Pisarzy Chorwackich oraz Stowarzyszenia Tłumaczy Chorwackich, autorka m. in. zbioru opowiadań “Duch nowego świata” (Duh novog svijeta) i “Nigdy była” (Nikad bivša, 2007) oraz esejów “Blogodziny” (Blogomdana, 2007) tomiku wierszy “Litery ze snów” (Slova iz snova, 2007) oraz zapisów z podróży “Dryfowanie” (Plutanja, 2011)

Wielokrotnie nagradzana za swoją twórczość literacką, tłumaczona na język angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, bułgarski, rumuński i polski. Tworzy również grafikę komputerową, którą można podziwiać na stronie: http://www.tatjana.ws

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Slađan Milošević “Krzyk Demofonta”

sladan ilosevic 2Łupy ognia

 

                             Noc zbyt wielka na moje rozgwieżdżone czoło

                                                             Branko Miljković

 

Ogień, co w tobie płonie

nigdy nic nie oświetli.

 

Czujesz, drżą ręce Demeter,

dłonie w gorączce bez nieśmiertelności.

Krzyk Demofonta.

 

Kurz jest jedynym dziedzictwem

w ptasim dziobie pył popiołu,

na niebiański kobierzec

– gwiazdozbiór Liry.

 

Ogień, co w tobie gaśnie

jest tym, którym świecą gwiazdy.

 

 

Rzeka

 

Przychodzę tu aby bać się świata.

Zbieram się jak kamyki na brzegu.

Drżę,

starannie zakamuflowany wędką,

symbolem odwagi bezrozumnej.

Jakby po dnie rzeki brodziły krwiożercze smoki,

co wychodzą na ląd by gwałcić nasze kobiety

i pożerać dzieci,

a nie strachliwe ławice niewinnych ryb,

dawno zatrute naszą egzystencją.

 

Pejzaż zabarwiony miedzią

niedbale podsyca obawy.

Opodal płoną stosy,

Potomni palą przeszłość.

Ponad górami zmęczony żongler

bezsilnie wymachuje płonącą obręczą.

Wszystko obraca się w popiół.

Ja, mała papierowa urna.

 

Tylko rzeka wije się obojętnie

pewna w naszych przywidzeniach.

Bez trwogi, świadomości i pragnień.

Wciąż na nowo obmywana.

Beztroska.

Sama.

Nie zna nawet własnego imienia.

 

 

Nokturn

"Krzyk Demofonta" (2013) tomik wierszy Slađana Miloševicia

“Krzyk Demofonta” (2013)
tomik wierszy Slađana Miloševicia

 

Оto requiem bez adresu.

 

Jeśliś spragniona najczulszego dotyku,

boskiego,

przenieś się w czasie i stań się fortepianem

Szopena.

 

Urodziłem się jesienią,

wśród woni martwej natury;

(Pozór błogości to zapach nadgniłych pigw

i zasuszonych winogron).

 

Jeśli cień jest częścią ludzkiego ciała,

łatwo jest chodzić po ścianach,

leżeć na wodzie,

owijać się wokół zniszczonych gniazd.

 

W takim razie zaiste wspaniałe z nas ptaki.

I mrok pulsujący.

Mrok żywy.

 

Triumf murów

 

Budzi mnie brak oddechu.

Zimny jest dotyk kątów pokoju.

 

Jestem głębokim kanionem

gdzie odbija się echem postać bezimienna.

I zanim głodne sępy

otoczą go skrzydłami,

rozpaczą przewyższy grafitowe chmury.

 

Gdy niebo surowe

śmierć jest łagodna jak matka.

 

I wszystko jest bolesne, znajome,

nim potrzeba widoku nie spowoduje dialogu.

Zaskrzypią kości za ciszą

– w języku ojczystym ciszy.

 

Zegarek charms

 

Człowiek uwięziony w zegarze

kroczy cyklicznie po cyferblacie.

Szaleńcze, długie okręgi.

Pędzi za małą wskazówką,

uciekając przed ostrzem wielkiej.

Czasem podrapie go sekundnik,

którego używa jak liany

by przeskoczyć z jednej cyfry na drugą.

Na siódemce zbudował dom.

Przy szóstce często płakał.

Przy dziewiątce śmiał się z niedoli…

Wkrótce wszystko mu się znudziło.

Wyraźnie wyczerpany i zmęczony,

usiadł przy ramce z datą,

wyciągnął szyję do szklanego nieba,

czekając aż nożyce czasu

zetną mu głowę.

 

Sladan ilosević 1

Slađan Milošević ur. w 1978 r. w mieście Vranje (Serbia). Dyplomowany prawnik. Opublikował tomiki wierszy Ваздух у шаци („Powietrze w dłoni” 2008, nagroda „Szal Maticia”)oraz Демофонтов крик („Krzyk Demofonta”, 2013). Publikuje w czasopismach literackich. Mieszka w Belgradzie.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Milena Benini “Łzy nocy jak kwas na moim ciele”

This gallery contains 3 photos.

Sonata fdsfdsfsdfdsfsdf dsf Dama Szczęścia obracała się. Obrót za obrotem, wciąż krąg i w krąg. Zaczęła tańczyć jeszcze o świcie: jakieś sześć godzin temu, może i siedem. Wkrótce Słońce ją przezwycięży i upadnie, na piasek, by leżeć tam bez świadomości, … Continue reading

More Galleries | Leave a comment

“Dwa światy” – Damir Nedić

This gallery contains 3 photos.

Do cudzej   Ivanie P.   Mówi, że czasami czyta stare listy. Pisze, że jeszcze pachną mym oddechem. Rysuję westchnienie na lustrze. Palcami przemawiam do zamglonego okna. Liże mnie z nowego numeru. Nieprzyjaciel we mnie każe mi milczeć. Nie mogę, … Continue reading

More Galleries | Leave a comment

Ana Marija Grbić – Jak się zabija dzieci

This gallery contains 5 photos.

Wznieść się ponad fakty w deszczowe popołudnie Nad całym polem wyrosłych głów, które nigdy Nie potrafiły się odwrócić ani podnieść ku Niezmierzonym spalonym i pustym niebiańskim domostwom ten ptak jest sam i odbierają mu Miejsce i przestrzeń i miejsce i … Continue reading

More Galleries | 3 Comments